Bloog Wirtualna Polska
Są 1 272 882 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Przeprowadzka

wtorek, 22 marca 2016 19:23

Przeprowadziliśmy się z blogiem na stronę :  http://elwiraiwaszczyszyn.wix.com/blog

 Zapraszamy do zaglądania :)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

O Wiośnie na Syberii...

poniedziałek, 09 marca 2015 18:53

 

wio.jpg

 

 

    Przed wieloma wiekami syberyjska Wiosna wyglądała tak samo, jak teraz. Do czasu! Bo gdy nagle...w samym centrum Syberii... jakiejś tam wiosny urodził się w rodzinie muzykantów/lirycystów niejaki Gitalij Korbow... - wiosna oszalała! W pobliżu chatki, w której kwilił malutki Gitalij, zakwitło mnóstwo tulipanów i goździków, na pobliskich łąkach pojawiły się liczne stada koników garbusków i niedźwiadków, z niedalekiej tajgi dolatywał liryczny śpiew ognistych ptaków... a w wiewiórczej dziupli (też gdzieś w tajdze) słychać było radosne zgrzytanie zębami! to dziadek do orzechów tak się cieszył narodzinami Gitalija...!

Mijały kolejne syberyjskie wiosny... Coraz one piękniejsze i radośniejsze były, bo Gitalij, za co tylko się złapał, zaraz na tym przepięknie grał (najchętniej łapał za lirę swojego ojca), taki był z niego muzyczny geniusz! A gdy zaczynał grać (przepięknie), natychmiast wokół niego pojawiały się tulipany...koniki garbuski...ogniste ptaki i cała ta syberyjska hałastra..! I nawet dziadek do orzechów zgrzytał (niestety, dziąsłami tylko, bo zęby mu się starły już...) :)

Aż którejś wiosny...nie wytrzymał nasz genialny Gitalij i...poszedł sobie! Szedł tak siedem lat, grając (przepięknie!) na czymkolwiek. tu i tam, za kromiznę suchego chleba czy kawałek suchej kiełbasy... Po siedmiu latach doszedł do kraju, w którym miejscowi muzykanci grywali na instrumencie zwanym: gitarra... Tak, to była Arabia! Szybko okazało się, że Gitalij jest wybitnym wirtuozem gitarry (pokochał ją miłością bezgraniczną!) i...zawistni miejscowi muzykanci przepędzili go z cudownej Arabii! Uciekał tak szybko, że...że już po roku znów znalazł się w centrum Syberii! I tam, w centrum Syberii, w swojej chatynce, nasz genialny Gitalij Korbow zbudował sobie sam gitarrę! Jednak...jego gitarra, nie dość, że była o siedem nieb piękniejsza od najpiękniejszej gitarry arabskiej, to w dodatku miała...kilkanaście klawiszy! :) „Gitalira Korbowa” ...do dziś tak się mówi w centrum Syberii na ten niezwykły instrument. ;)


Ps. … a nasza lira korbowa to nic innego, jak gitalira Gitalija z wmontowaną korbą!

Ps. … a na z'Agatkowym obrazku widzimy tokujące ogniste ptaki w towarzystwie samotnego tulipana (cała reszta syberyjskiej hałastry nie zmieściła się w kadrze, niestety...)

Ps. …;)

 


Podziel się
oceń
36
10

komentarze (25) | dodaj komentarz

O lochu pod olsztyńskim Zamkiem...

sobota, 07 lutego 2015 16:00

Jazz 1.jpg

 

 

//

 

 

   Pod Zamkiem w Olsztynie odkryto niedawno...loch, a w nim znaleziono bardzo stary zeszyt nutowy, w którym ktoś wprawną ręką zapisał kilkanaście melodii i pieśni ludowych, grywanych na Warmii ponad sto lat temu już! Lokalni badacze folkloru stwierdzili przedwczoraj, że są to, zaginione przed I-szą wojną światową, zapiski autorstwa samego...Oskara Kolberga! Jeden z badaczy odkrył wczoraj w zamkowym archiwum dokument ubazgrany niewprawną ręką strażnika miejskiego z tamtych czasów. W dokumencie strażnik pisał: „Oswald Krojcberg. Wtroncony do lochu za głosine sipiewy pod murami naszego zamku. Oswald Krojcberg głosino sipiewał o godzinie dwie godziny po pułnocy.” I podpis: O. Szmytke
Lokalni badacze upierają się, że to nie żaden Oswald Krojcberg został „wtroncony” , bo przecież na ostatniej stronie zeszytu znalezionego w lochu widnieje zamaszysty, wyraźny podpis: Oskar Kolberg.
Jak było naprawdę? Nie wiem, ale wiem, że w tym XIX-wiecznym zeszycie (do którego zerknąłem badaczom folkloru przez ramię (ramiona?!), był między innymi...intrygujący oberek! Posłuchajcie! (wystarczy kliknąć w link) … ;) ;)

Ps. na z'Agatkowym rysunku widzimy typową kapelę warmińską... Takie właśnie kapele muzykowały w dawnych czasach na Warmii. Pod koniec XIX-tego wieku wielu warmińskich muzykantów wyjeżdżało w świat... Grywali tam na weselach, pogrzebach, chrzcinach... I jeszcze – ciekawostka! Otóż...nasi lokalni badacze czynią właśnie wysiłki (dzisiaj, od samego rana!), by udowodnić, że te różne światowe przeboje, wcześniejsze i późniejsze, to...nasze, polskie oberki, mazurki i kujawiaki! ;)

 

Ps. trzymam kciuki, za badaczy, lokalnych, naszych... ;)

 

Ps. aha!...zapomniałem dodać, że tego intrygującego oberka odtworzyłem na mojej gitarce dokładnie wg zapisu w tym starym zeszycie nutowym... Dziwne, bo przecież...nie znam nut!  ;)

 

 

 


Podziel się
oceń
35
12

komentarze (18) | dodaj komentarz

O

wtorek, 03 lutego 2015 19:19

 czyści.jpg





słowa: Marek Markiewicz, muzyka: Jaromir Wroniszewski

//

 

  

      Ps...  na z'Agatkowym rysunku widzimy...nie, nie! to nie jest latającydywan! to latająca kołderka, pod którą, wygodnie ułożeni, śpiewamy o tym, że...(wystarczy posłuchać)     Nad nami - bumerang usiłuje być sierpem, pod nami - młot usiłuje być spadochroniarzem, a jeszcze niżej - typowy alpejski pejzaż, nieco erotyczny, ale...nocą lecimy przecież, a nocą...Eros rządzi! wiadomo! No i to blokowisko, tak typowe w Dolomitach (bo nad Dolomitami lecimy)... I te palmy, trochę jakby wielkanocne, co nie?  ;)  ;)

 

 


Podziel się
oceń
33
12

komentarze (39) | dodaj komentarz

O podróżach...

niedziela, 01 lutego 2015 15:33

podróżnik.jpg

 

     To chyba Kazimierz Brandys kiedyś gdzieś napisał, że...z wiekiem coraz przyjemniej mu się podróżuje, a przecież te podróże są coraz dalsze i dłuższe (dziwił się) ! Nie męczą go i nie nudzą, spotyka wtedy wielu bliższych i dalszych znajomych, wszystko dzieje się w bardzo fantastycznych miejscach...


Hmm...Też znam takie miejsca, o d niedawna, od roku czy dwóch... Moje podróże też bywają dalekie, coraz dłuższe i barwniejsze. Spotykam wielu znajomych, bliższych i dalszych...i wszystko w tych moich podróżach jest coraz bardziej wyraziste, nasycone często jakąś dziwną muzyką/niemuzyką i...nieziemskimi barwami! A przecież...przecież jedyną używką, jaką przed podróżą łykam, jest zielona drażetka z pewnego pudełeczka (bardzo ładnego!), na którym przepiękną czcionką napisano „Podróżuj z nami!” a niżej: „Suplement diety. Ułatwia zasypianie.”

W jednej z moich ostatnich podróży spotkałem znajomego (skąd ja go w ogóle znam?!) , który chciał mnie poczęstować używką o nazwie „Siwy Dym” ...Podziękowałem uprzejmie , zaciągnął się więc sam, po czym schował faję, zamknął oczy i zaczął mnie szeptem przekonywać, że Sztuka rodzi się wskutek coitus (?!) elementu męskiego z żeńskim, które to elementy zawierają się w każdym z nas, niemniej u artysty (miał siebie i mnie za artystów?!) współistnieją bardziej harmonijnie niźli u innych ludzi... Gdzieś to już kiedyś słyszałem, ale...nie! nie od Kazimierza Brandysa (nie znałem go zresztą) , to było nie tak dawno, podczas innej podróży... ;)

Ps. ...na z'Agatkowym rysunku widzimy kogoś pogrążonego w ciekawej podróży (czyżby „Siwy Dym!” ?!) … Taaa... po „Podróżuj z nami!” spotyka się zupełnie innych znajomych...! ;)


Podziel się
oceń
31
12

komentarze (12) | dodaj komentarz

O harmonii hormonów

środa, 28 stycznia 2015 9:27

10407621_891312707556527_4080570425172887731_n.jpg

 

    Dzisiaj rano Agatka znalazła w naszej mikrofalówce (której nie mamy i nigdy nie mieliśmy!) z'Agatkową fotografię... A na fotografii...kogóż my tu widzimy?!...Tak, tak! od tego się zaczęło! Taki był początek pomysłu na blog „JacekczyAgatka” ! No dobrze (powie ktoś), a słowo „...czy...” między Jackiem i Agatką ?! - no...bo czasem nie wiemy, kto jest kim! Proste? Nie?! To już wyjaśniam! Otóż...ktoś kiedyś udowodnił, że każdy jacek ma w sobie trochę agatki, tak zresztą, jak każda agatka ma trochę jacka w sobie! (testosteron...estrogeny... nosimy w sobie to i to, w różnych proporcjach, ale...mamy! czy ktoś zaprzeczy? Bo ja nie!) i, jakby tego było mało, u wielu jacków testosteron wyraźnie wyprzedza inteligencję (co bywa nieraz bardzo groźne! Nawet Kayah o tym śpiewa, a ja jej wierzę!)... u niektórych zaś agatek estrogeny świetnie imitują inteligencję (co bywa nieraz mile zaskakujące! Nawet M. Monroe o tym śpiewa, a ja jej wierzę!)... Zdarza się, że...że te nasze „inteligencje” nie chcą, przez sekundę choćby, zerknąć na siebie (bo pilot zepsuty, bo głowa boli...) , bywa nawet tak, że zachowują się, jakby nigdy nie istniały! I nie jest to fajne. Dlatego...hmm...dlatego staramy się robić wszystko, by... I udaje nam się! Naprawdę!...A jak to robimy? To proste - robimy sobie koktajl, czyli...mieszamy ten cały testosteron z tymi całymi estrogenami specjalną pałeczką (?!) w pewnym naczyniu (każdy ma w domu takie naczynie!) , mieszamy rozkosznie długo...tak długo, aż im (tym całym...) się wszystko z wszystkim myli i...i gdy nie wiedzą już, jak się nazywają (?!) , my spokojnie wracamy do swoich zajęć! Czyli...Agatka rysuje, Jacek opisuje! ;) ;)

Ps. ...i to by było na tyle, jesli chodzi o harmonię hormonów. :) :)


Podziel się
oceń
32
12

komentarze (23) | dodaj komentarz

O manowcach

poniedziałek, 26 stycznia 2015 12:28

 

4pl.jpg

 

    Taaa...zapiski na korze mózgowej? Hmm, ta moja kora...! Od czterech miesięcy nic na niej nie zapisałem, niedobrze, oj, niedobrze! Jeszcze trochę i...ktoś wystruga z niej jakąś pokraczną łódeczkę, która utonie natychmiast po zwodowaniu! Agatka w ciągu tych stu dwudziestu dni narysowała takie mnóstwo fantastyczności, że...nic, tylko pisać, pisać, pisać...! A we mnie... wyobraźnia drzemie i błądzi po jakichś manowcach, wcale nie cudnych! Świat niecierpliwie czeka na moje tu zapiski, jeszcze trochę i w mediach zaczną się pojawiać niepokojące (albo i gorsze jeszcze!) informacje o z'Agatkowym naszym milczeniu tutaj, niezrozumiale uporczywym i uporczywie niezrozumiałym! Tak, to jest zastanawiające (będzie się zastanawiał świat cały!)... no cóż, po niedługim zastanowieniu doszedłem do następujących wniosków (a jest ich trzy, może nawet...pięć?!) : - pisać, pisać, pisać (pisać, pisać!) !!! ...i to by było na tyle (tzn. na dzisiaj!) ;) ;)

Ps. na z'Agatkowym obrazku jest m.in....łódeczka! Zgrabna łódeczka pod pełnymi żaglami śmiga w stronę słońca! Będzie dobrze! A cała ta reszta w okolicach (bliższych i dalszych) naszej łódeczki? ...może to i manowce, ale za to jakie cudne! ...Za cztery miesiące będzie właśnie tak, jak na z'Agatkowym rysunku! :) :)


Podziel się
oceń
28
12

komentarze (21) | dodaj komentarz

O Dziadach, a właściwie o mediach.

piątek, 03 października 2014 12:26

dziadyga.jpg

 

    Kiedyś, dawno, bardzo dawno temu, w czasach, gdy nie było internetu, telewizji, radia i gazet, chodzili po świecie (bez pośpiechu chodzili, bo gdzie tu się, panie, śpieszyć ?!) , dziadowaci tacy bardziej, wędrowni bajarze. To ONI przed wiekami byli internetem, ONI roznosili wieści tak niezwykłe i fantastyczne, że ludzie słuchając ich bajdurzenia, rozdziawiali gęby i wytrzeszczali gały, jak...jak ja wczoraj chociażby! Wczoraj rano odpalam radio i...słyszę jakiegoś kogoś, potwornie wrzeszczącego (tak! – reklamował!)...! Wrzeszczał o czymś nadzwyczaj niezwyczajnym, i że muszę to koniecznie nabyć! Już miałem pognać do miasta, żeby kupić, ale...włączyłem na sekundę internet i...znowu szczena mi opadła, a gały zatrzeszczały! Oderwać się nie mogłem... Sekunda przedłużyła się do wieczora... A w nocy śniło mi się, że jestem na turnieju pieśni dziadowskich w jakiejś szopie czy stodole! Ludzi mnóstwo, stodoła pęka w szwach (jak mawiał pewien cieśla), nagle...Dziad, pięknie obdarty, z lirą korbową na brzuchu, wychodzi na scenę i śpiewa tak:

Podobno w Brukseli

widziano Donalda

jak z gałą u nogi

biegł do Mac Donald'sa !

 

Przyłącza się drugi Dziad i zawodzi:

Podobno w Berlinie

widziano Schetynę

jak wytrzeszczał gały

...nogi też mu drżałyyyy !

 

Pojawia się Dziad trzeci i śpiewa:

Gdzieś pod Kopenhagą

syrenkę widziano...

kierowała Kopacz!

W gałach miała rozpacz...!

 

Kuśtyka na scenę czwarty i głośno mruczy:

Gdzieś tam w Monte Carlo

podobno widziano

jak w ruską ruletę

Putin gra z Obamą...!

 

Za chwilę wchodzi piąty i ryczy basem:

Anakondę ktoś widział

gdzieś na poligonie!

Macierewicz już gada

o jakimś pytonie... !

 

Szósty wpada na piątego i pieje tenorkiem:

Błaszczakowi błyszczą oczy

gdy na swego szefa patrzy

widziano, jak je nabłyszcza

specjalnym błyszczkiem pan Błyszczak ...przepraszam, Błaszczak ! 

 

Za dwie chwile wbiega zygzakiem siódmy i wrzeszczy:

Idzie jesień, idzie...

za niom idzie zimaaa...

Tych, co sie zaszczepiom

grypa sie nie imaaa.. !!!

 

Ten siódmy tak wrzeszczał, że od razu pomyślałem: REKLAMA! i...obudziłem się natychmiast! ;)

 

 

Ps. Żartuję tutaj sobie, ale...muszę pomyśleć o zorganizowaniu gdzieś takiego turnieju, Turnieju Pieśni Dziadowskich ! Jest piękna stodoła w pewnym niedużym mieście... No nic, zabieram się do myślenia! ;) 

  


Podziel się
oceń
49
14

komentarze (19) | dodaj komentarz

O Glinojecku...

środa, 16 lipca 2014 19:53

 

parasolnik.jpg

    Hurrraa! Na wczasy wybieramy się! Do Glinojecka! To na Mazowszu! Znajomy cukiernik stamtąd nas zaprosił! Będzie słodko...! Cukrownia ogromna, największa w Polsce, stoi właśnie w Glinojecku... Ten nasz znajomy od lat ma kłopoty z trzustką, ale...cukrzyca w Glinojecku to choroba tak zwykła, jak zgorzel w Zgorzelcu, ostre zapalenie łękotki w Ostrołęce, opryszczka w Ustce, czy osteoporoza w Rzeszowie, tak tak! ...jeśli chcesz mieć pięknie zrzeszotowione kości, zamieszkaj w Rzeszowie!...Cukrownia w Glinojecku...hmm, ciekawe, czy w Łapach np. jest duże zagrożenie cukrzycą? Chyba jednak mniejsze, niż w Glinojecku; cukrownia w Łapach nie jest duża przecież... W Łapach bardziej popularne może być chromanie, na którąś z łap, tzw. chromanie przestankowe... Wiadomo - gdzie cukrownia, tam, co sto metrów, bimbrownia... Dobry bimber - pyszna rzecz, ale nadużywanie kończy się uwiądem rdzenia kręgowego i, co za tym idzie, chromaniem przestankowym... Idzie wtedy taki jeden z drugim powoli i chwiejnie... Taaa... - powolny i chwiejny jakiś jestem ostatnio ... Nie sądzę jednak, żeby mi rdzeń wiądł... Podejrzewam, że to mój daimonion kłóci się z moim genomem...Nie, nie z gnomem, tylko z genomem! Hmm... czy byle gnom też ma genom? Bo jeśli ma genom, to ma i daimoniona... A ciekawe, czy daimonion ma genom... Hmmm... czyyy... czy ten tu bełkot to głos mojego daimoniona? Czy skaza jakaś brzydka na moim genomie...? Bo jeśli jestem skażony genetycznie bełkotem, powinienem się leczyć...np. homeopatycznie (np. blekotem?!) … Hmm, blekotu nie mam, jestem więc...zgubiony?! Ale...jeśli wyznaczę odpowiednio wysokie znaleźne, jakiś pazerny psychoterapeuta w końcu mnie znajdzie! ;) I wtedy dopiero będę zgubiony! ;) ;) ;)     

ps. ...pan z na z teczką na z'Agatkowym rysunku powyżej jest prawdopodobnie gł. księgowym w glinojeckiej cukrowni, w teczce są  dokumenty cukrowniane, bardzo ważne i bezcenne ! ...dlatego parasol nad teczką jest, a nie nad panem... A nad parasolem - daimonion gł. księgowego polatuje, rozmarzony jakiś... ;)  


Podziel się
oceń
46
24

komentarze (12) | dodaj komentarz

Obe-Ku-Mazu ...tropami Oskara Kolberga

sobota, 14 czerwca 2014 17:20

boje.jpg

     

 

     Całkiem niedawno pojawił się w warszawskim studiu „Filart” niejaki Oswald Krojcberg, cioteczny wnuk Oskara Kolberga. Oswald postanowił opublikować materiał dźwiękowy zebrany podczas swoich wieloletnich podróży do krajów, w których żyją od pokoleń polscy emigranci. Oswald Krojcberg (z Kreuzbergów po kądzieli) zawsze starał się bywać tam, gdzie rozbrzmiewała polska muzyka, czyli głównie na emigranckich weselach i pogrzebach. Szkicował ją skrzętnie na byle papierku, w domu jeszcze skrzętniej porządkował i przenosił do dużego zeszytu w pięciolinię. Robił to już od lat 30-tych ubiegłego wieku, gdyż wtedy właśnie wyjechał z Warmii za chlebem (tu należy wyjaśnić, że Krojcbergowie i Kreuzbergowie przybyli na Warmię z pierwszymi krzyżakami i szybko pokochali swoją nową ojczyznę). Po wielu latach Oswald uzbierał pokaźną liczbę oberków, kujawiaków i mazurków. Trafił mu się nawet kujawiak cmentarny, którego grywał na pogrzebach w Nowym Orleanie sławny w tamtych stronach Yan Gatza, stryjeczny wuj Jana Gacy, cenionego polskiego muzykanta. Taaa... -No i...stało się! Szef studia Filart, Jurek Filar, po przyjrzeniu się zapiskom Oswalda, zdecydował! Płyta ukaże się do końca roku, Roku Oskara Kolberga! Aha, jeszcze... ciekawostka wielka, bo wiele z tych emigracyjnych, starych już bardzo oberków, mazurków, i kujawiaków jest dowodem na to, że większość współczesnych, światowych przebojów i standardów wywodzi się z twórczości polskich emigrantów/muzykantów. Wywieźli oni z ojczyzny w swoich duszach i sercach całe mnóstwo dźwięków „zapamiętanych genetycznie” , jak to ujął uczenie Oswald Krojcberg.

   Studio Filart, dokonując wyboru Oberków, Kujawiaków i Mazurków, kierowało się znaną maksymą, że...ludzie najbardziej lubią to, co znają.

Płyta będzie się nazywać OBE-KU-MAZU …czy jakoś tak...;)

 

    Ps. Ptak, którego widzimy na z'Agatkowym obrazku powyżej, to śpiewająca po polsku papuga. Oswald przywiózł ją z

ostatniej podróży do Birdlandu... Tamtejsza ludność twierdzi, że to jest sowa... Nooo...niby tak, ptak wyraźnie śpiewa po polsku U-U-U-U (zupełnie jak polskie sowy!) … Ale Oswald kupił ją jako papugę i upiera się, że na pewno nie jest to sowa! A toto małe przed papugą...? tak, to jest sowa, przecież widać! ;)   


Podziel się
oceń
53
23

komentarze (21) | dodaj komentarz

środa, 22 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  140 390  

O mnie

O moim bloogu

ornamentacja destrukcyjnie pozytywna czyli:

Elwira Iwaszczyszyn rysuje a Mateusz Iwaszczyszyn pisze

Statystyki

Odwiedziny: 140390
Wpisy
  • liczba: 141
Bloog istnieje od: 2442 dni

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

http://mariaczubaszek.bloog.pl